Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy.
(Mk 2, 5b)
Niewielka wspólnota maturzystów w programie pracy na najbliższy tydzień postanowiła sprawdzić, w jakim stopniu przeżywa poszczególne dni w wierze. Innymi słowy, postanowili obliczyć, ile godzin w ciągu dnia przeżywają w oparciu o motywację płynącą z wiary, a ile tak jak reszta kolegów, których sprawy religijne nie interesują. Dokładne notowanie minut i godzin doprowadziło do zaskakujących odkryć. Najlepsze rezultaty mieli ci, którzy uczestniczą w domu w dźwiganiu ciężkiego krzyża. Janek ma chorego ojca i jako najstarszy z rodzeństwa przejął w dużej mierze obowiązki ojca. Mama jest w pracy, często też odwiedza chorego męża w szpitalu lub sanatorium. Trzeba było organizować życie w domu. Janek robi to dobrze. Cały jego tydzień to odpowiedzialność za dom i za szkołę. Po drodze do szkoły zagląda do kościoła, by krótko powiedzieć Bogu: „Panie, jest trudno, pomóż nam, ojcu, matce, w domu, w szkole”. Czuje, że Bóg pomaga. Bez Niego byłoby jeszcze trudniej. Podobnie jest z Magdaleną. Ojca nie ma. Odszedł, gdy miała dziesięć lat i urodziła się jej trzecia siostrzyczka. Mama pracuje, wychowuje, prowadzi dom. Magda towarzyszy jej we wszystkim. Jest w pełni odpowiedzialna. Obserwuje kolegów i koleżanki, którzy nie wiedzą, co zrobić z czasem. Ona ciągle ma go za mało. Nieustannie musi zarywać noc, by przygotować się do lekcji. Zabawa to minuty spędzone z młodszym rodzeństwem, gdy bawi się razem z nim. Oni na to czekają, kochając ją nie tylko jak siostrę, ale jak mamę. Jeszcze czterech innych uczestników spotkania mogło z ręką na sercu powiedzieć, że ich życie jest w dużej mierze pełnieniem woli Boga, a jeśli jakąś godzinę stracą, są z siebie niezadowoleni. Pozostali członkowie szczerze wyznają, że sprawdzian obnażył słabość ich wiary. Józek stwierdził, że jest poganinem. Pacierz wieczorny to recytacja znanych formuł, a przez cały dzień nie pamięta zupełnie o Bogu. Niedzielna Msza święta to też rutynowe „odfajkowanie” obowiązku, a nie potrzeba serca. „W domu nie mam nic do robienia, a w szkole mi się nie chce. Tracę mnóstwo czasu przed telewizorem i nieustannie pozostaję w konflikcie z rodzicami. Nie różnię się niczym od tych, którzy z religią zerwali całkowicie. Nie mogę w tym tygodniu wskazać nawet minuty świadomie przeżytej w duchu wiary. Mogę jedynie pozazdrościć trudnych układów, w których zdajecie egzamin z dojrzałości i z wiary. Moja wiara, jeśli jest, to jest sparaliżowana dobrobytem mojej rodziny. Mam wszystko, niczego mi nie potrzeba, nawet Pana Boga”. Koleżeńska rozmowa, bardzo autentyczna i twórcza. W sercu Janka pojawia się zazdrość o to, że koledzy w trudnej sytuacji mogą się sprawdzić, a on opływając we wszystko gnuśnieje i nie bardzo wie, co robić. Wspólnotę tworzą ludzie dobrej woli. Chcą sobie pomagać. Samo spotkanie raz w tygodniu i program pracy nad sobą pomaga im trwać w świecie dobra. Są na tyle dojrzali, że już nie tyle obawiają się grzesznego upadku, co paraliżu ducha. Ten jest znacznie groźniejszy. Józek i ci, którym w domu stworzono cieplarniane warunki, widzą to dość jasno. Czas podjąć decyzję usamodzielnienia. Wyłania się nowe zadanie do wykonania. W najbliższym tygodniu postanawiają obliczyć, ile decyzji dziennie podejmują samodzielnie. Jakie płaszczyzny życia są całkowicie od nich zależne. Józek z uśmiechem powiada: „Znów wypadnę najgorzej. Za mnie myśli matka, a ja dla świętego spokoju robię to, co ona wymyśli, i gdzie tu samodzielność”. Rodzice mogą źle wychować dziecko nosząc je za długo na pełnych troski własnych rękach. Jeśli nie przygotują go do samodzielności, ciągle, jak sparaliżowane, będzie czekało na tragarzy. Szczęśliwe dziecko, które w okresie krystalizowania dojrzałości, a więc około dziewiętnastego roku życia, potrafiło wejść na drogę samodzielnego decydowania o swoim losie. Nie wyklucza to twórczej rozmowy z rodzicami. Ten, kto napotyka na trudności, winien możliwie szybko nawiązać kontakt z Jezusem, który leczy paralityka, przywracając mu siły ducha i ciała. Paraliż to brak samodzielności, straszny w skutkach tak w życiu doczesnym, jak i nadprzyrodzonym.
ks. Edward Staniek ©
Mateusz
Boże wieczny i wszechmocny! Ty przygotowałeś w Sercu błogosławionej Dziewicy Maryi godne mieszkanie dla Ducha Świętego. Udziel nam i tym wszystkim, którzy oddają cześć Jej Niepokalanemu Sercu, łaski coraz większego upodabniania się do niego. Przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego. Amen.
+ Niepokalane Serce Maryi - bądź naszym ratunkiem! +